Wszystkie rozważania...








| Paweł i Brygida |
|
Szczęść Boże! Nazywamy się Paweł i Brygida. Jesteśmy małżeństwem od 6,5 roku. Pod wpływem idei tegorocznej Nowenny oraz modlitwy podejmowanej codziennie chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.
W ubiegłym roku bardzo mocno i namacalnie doświadczyliśmy Krzyża. To doświadczenie tylko w wymiarze Krzyża Chrystusa mogliśmy przeżyć i tak je przyjęliśmy. W maju ubiegłego roku poczęło się nasze kolejne dziecko (pierwsze jest już w niebie, dwójka z nami). Ciąża od samego początku była bardzo trudna. Po pierwsze ze względów materialnych naszej rodziny, a po drugie wbrew zaleceniom lekarzy i w trudnej sytuacji zdrowotnej. Pokochaliśmy naszą córeczkę Anię już od początku! Niestety zgodnie z przewidywaniami lekarzy ciąża była zagrożona, a z każdym tygodniem było coraz gorzej. Wystąpiły krwawienia, potem krwotok, po którym konieczne było przetaczanie krwi, pobyty w szpitalu i niepewność, co dalej... Lekarze zaś stali na stanowisku, że tak wczesnej ciąży nie da się podtrzymywać ponieważ "natura" wie co robi. Pewnego dnia w ok 14 tyg. ciąży spadła na nas właśnie tragedia… okazało się, że w macicy nie ma wód płodowych, że dziecko nie ma szans na przeżycie i rozwój! Z takimi wiadomościami pojechaliśmy do szpitala, gdzie zaproponowano, jako typową procedurę, wywołanie poronienia za pomocą środków farmaceutycznych. A dziecko żyło!
Po trudach zmagań, rozmów i wielu znaków zapytania nie zgodziliśmy się na to. Z całą świadomością konsekwencji czyli straty dziecka, urodzenia dziecka niepełnosprawnego, zakażenia całego organizmu, śmierci. W tej sytuacji, tak naprawdę bez wyjścia, nie pozostało nic oprócz modlitwy i zawierzenia Bogu. Była to trudna droga, jakby chodzenie nad urwiskiem albo w ciemnościach. Jedynie zaufanie Jezusowi i niezmienna postawa, że wszystko jest w Jego Rękach dawało pokój. Wiedzieliśmy, że w takich okolicznościach może zdarzyć się coś trudnego, ze może nadejść ogromne cierpienie. Jednak nie usunęliśmy dziecka, nie zabiliśmy go!
Ze strony lekarzy nie mieliśmy wsparcia, codziennie padało pytaniem, czy wyrażamy zgodę na indukcje poronienia i codziennie pisemnie tej zgody nie dawaliśmy. Ta walka trwała 1,5 miesiąca. 24 września urodziła się Ania, był to 22 tydzień ciąży. Ania żyła 48 minut. Nie mogliśmy jej towarzyszyć razem, te minuty spędziła z Tatą. Tymczasem po porodzie nastąpił krwotok, trudny do opanowania, rzeka krwi! Potem szybko operacja, usunięta macica, transfuzja, szok, cierpienie bliskich. Nastąpiły kolejne komplikacje i konieczna była powtórna operacja oraz leczenie na OIOM-ie.
Zobaczyliśmy się po kilku dniach a mieliśmy wrażenie, że to była wieczność, byliśmy wyczerpani ale nie zabiliśmy naszego dziecka! Bóg powołał je do swojego szczęścia, gdzie kiedyś spotkamy się wszyscy razem. bo uratowaliśmy Świętą. Brygida i Paweł
|